BLOG

Tu będę dla Was pisała krótkie teksty na poprawę humoru.  😉 

z pamiętnika Męża Mojej Znajomej…

Czytaj! – ryknął gruby brulion głosem Mojej Znajomej zaraz po tym, jak otworzyłam drzwi wejściowe mojego domu po usłyszeniu dzwonka. Nie śmiałam protestować i rzuciłam okiem na brulion:

Nazywam się całkiem zwyczajnie – Mąż Znajomej i nie jestem w formie. Z nostalgią i tęsknotą wspominam moje kawalerskie czasy. Kiedyś chyba o nich napiszę. Tytuł będzie brzmiał: „Życie przed śmiercią, czyli moje kawalerskie czasy”. Nadam sobie tylko jakiś obco brzmiący pseudonim artystyczny, bo Moja Żona mogłaby to przeczytać, a ona wszystko bierze na poważnie.

Żona ciągle dba o linię. O moją linię! Ja uważam, że moja linia jest niczego sobie. Żona twierdzi, że się źle odżywiam, roztyję się i rozchoruję. Lekarz natomiast mówił mi, że mam żelazne zdrowie, a Żona na to, że teraz już wszystko jasne, dlaczego tyle ważę.

Żona jest na mnie obrażona. Zaleciła mi ścisła dietę! I co pół godziny pyta, czy tę dietę stosuję. Nie stosuję! Nie zamierzam zagłodzić się na śmierć, żeby żyć rok albo dwa dłużej! Ale o tym sza!

Wczoraj żona skarżyła się, że się wyjątkowo źle czuje. Cały dzień nic nie jedliśmy, bo wieczorem miało być ważenie. Zadzwonili Nasi Znajomi zapraszając nas do siebie na kolację. Żona odmówiła. Słyszałem, jak mówiła do telefonu, że Ona chętnie, ale nie przyjdziemy, bo Ja się niespecjalnie dziś czuję!

Ja!!!!

Żona się do mnie nie odzywa. Odkurza, ściera kurze, pierze, prasuje, gotuje … za chwilę przyjadą do nas Nasi Znajomi. Taka niespodzianka, skoro my do Nich nie możemy.

Ja leżę, bo przecież się źle czuję. No i  nie mogę pozwolić, by Moja Kochana Żona wyszła na kłamczuchę.

 

Dziwak 

– Byłam wczoraj u lekarza – zaczęła konspiracyjnym szeptem Moja Znajoma zbliżając usta przysłonięte dłonią do mojego ucha na jakimś BWSSZ (Bardzo Ważnym Spotkaniu Samych Znajomych). – Ale, jak o tym napiszesz, to nie będę już Twoją Znajomą! – zagroziła.

Obiecałam Jej więc, że o tym nie napiszę.
Zaproponowałam w zamian, że napiszę po prostu, że to Jakaś Inna Moja Znajoma była u Jakiegoś Innego lekarza.
Zgodziła się.
Ostrożności nigdy za wiele, piszę to z duszą na ramieniu, bowiem zdarza się Mojej Znajomej czasem sięgać po słowo pisane.

Po BWS… (Bardzo Ważnym Spotkaniu itd.) zaprosiłam Znajomą na kawę. Zżerała mnie babska ciekawość (ale tylko trochę), po co też Moja Znajoma była u lekarza i dlaczego tak ważna informacja nie może trafić do mediów.

– Postanowiłam schudnąć i poszłam po poradę do lekarza – zdradziła mi wreszcie, o co chodzi Znajoma (oczywiście Inna Znajoma – nie Ta).
– Aha – poczułam się nieco rozczarowana – no i … – zachęciłam Znajomą, aby ujawniła nieco więcej szczegółów.
– No i zadawał mi pytania, a po każdej mojej odpowiedzi robił dziwne miny.
– Dziwne miny? – zainteresowałam się – a o co cię pytał?
– No, na przykład, zapytał, jaka była moja największa waga? To mówię, że taka mniej więcej 35 na 25 centymetrów, kwadratowa, bo mi się inna nie mieści w łazience – no, wiesz przecież, jaką mam małą łazienkę. A on robi dziwne miny i mówi, że nie o to mu chodzi. I pyta, ile najwięcej ważyłam kilogramów? Aaaa! Oświeciło mnie i mówię szczerze, że sto dwadzieścia kilo. Coś zapisał i pyta znowu, tym razem, jaką miałam najmniejszą wagę – teraz mnie już nie zaskoczył, bo wiedziałam, o co mu chodzi. I wiesz jaką zrobił znowu dziwaczną minę, gdy odpowiedziałam zgodnie z prawda, że trzy kilo dwieście pięćdziesiąt?

Faktycznie – jakiś dziwak.

Wsparcie 

 

– Żebym mogła bez stresu schudnąć, musi się w to zaangażować cała rodzina – stanowczo poinformowała mnie Moja Znajoma robiąc z Mężem obfite zakupy w pobliskim warzywniaku.

Po sympatycznej wymianie serdeczności i wyrażeniu zachwytu nad dzisiejszą pogodą przeszłyśmy do sedna sprawy, czyli szeroko pojętego wsparcia w rodzinie podczas diety.

– Mówię ci – tak to się można odchudzać! – opowiadała zadowolona Znajoma popychając przed sobą ogromny bukiet (wszelkiej dostępnej o tej porze roku) zieleniny, do którego solidnie doczepiony był Mąż Znajomej.

– Wszyscy zajadamy to samo i nikomu nie jest przykro, a ja spokojnie mogę zrzucić moje zbędne kilogramy – no, potwierdź kochanie!

– mhmmm – potwierdził bukiet zieleniny głosem Męża Znajomej.

Dowiedziałam się też, że w ramach jeszcze skuteczniejszego wsparcia diety Mąż Mojej Znajomej prowadzi PWPO (Pamiętnik Wsparcia Podczas Odchudzania), spisując sukcesy Znajomej.

Poniedziałek

Żona postanowiła, że nasza rodzina przechodzi na dietę i rozczulająco zgodziła się, żebym teraz ja  też to postanowił. Postanowiłem. Na obiad był szpinak, na kolację sałata. Miałem lekki sen.

Wtorek

W dalszym ciągu delektujemy się szpinakiem rozprawiając na temat zawartości w nim żelaza.

– W duszonej wątróbce z cebulką też jest żelazo – zasugerowałem, po czym zostałem zbesztany, że jej nie wspieram – żony oczywiście, nie wątróbki.

Środa

Dziś w ramach wsparcia zaproponowałem umycie lodówki. Chyłkiem wyjadłem resztki musztardy i chrzanu, a dwa plastry cytryny schowałem sobie pod poduszkę. Na czarną godzinę. Obok makaronu gwiazdki.

Żona wyszła na spacer … do łazienki. Po stęknięciu, jakie usłyszałem, domyśliłem się, że odwiedziła wagę. Żona zaparła się, że to nie on  stękała. Dziwne.

Czwartek

Dziś miałem smaczny sen. Śnił mi się prawdziwy kotlet. Siedziałem sobie, a przede mną suto zastawiony stół. Właśnie miałem skonsumować kotleta, gdy obudziłem się ssąc suchy plaster cytryny.

Piątek

Nasz Syn odmówił dziś zjedzenia zdrowego szczypiorku z pożywnym koperkiem na zielonej sałacie tłumacząc się, że mamusia i tak mu cały czas powtarza, że ma zielono w głowie, więc nie będzie pogarszał sytuacji.

Zniknął mój makaron gwiazdki spod poduszki. Syn czy Żona? Dla własnego bezpieczeństwa nie pytałem.

Sobota

Dziś u znajomych ukradłem z wózka ich niemowlaka biszkopt. Brzydzę się sobą.

Niedziela

Schudłem 3 kg. Żona się obraziła, że nie może na mnie polegać.

 

Bieganie

Prawdę powiedziawszy, to w ogóle nie miałam o tym pisać.

Jednak siła perswazji Mojej Znajomej okazała się mocniejsza od moich argumentów.

– Niech będzie ku przestrodze! – zachęcała mnie.

Ciekawe, ku czyjej?

Byłam świadkiem rozmowy Znajomej z Jej Mężem i od tego wszystko się zaczęło.

– Kochanie, jak ci smakował obiad, który dziś ugotowałam? – zapytała słodko Znajoma Swojego Męża podczas miłego sobotniego Spotkania Wśród Znajomych.

– Dlaczego ty stale dążysz do kłótni?! – odpowiedziało Kochanie.

Od tamtej pory Kochanie przeszło na obowiązkową dietę. Bynajmniej nie samo o tym postanowiło.

Postanowiło natomiast samo, że przy okazji diety trochę  poćwiczy. Ale samemu – to nudno, więc namówiło  kumpla.

Podjęli męską decyzję.

– Od dzisiaj zaczynają treningi. To znaczy, od jutra – zakomunikowała Znajoma – zaparli się, a Mój Mąż zapowiedział, że pokaże mi, jak powinno się skutecznie odchudzać i systematycznie ćwiczyć.

Jutro będą biegać po lesie.

– A dlaczego dopiero jutro? – zastanawiałam się zerkając na zegarek – 9.00 rano.

– No, bo Misio (Mąż Znajomej) oddał samochód do myjni, a las jest za miastem i nie mieli czym dojechać. Z kolei samochód kumpla zabrała jego żona, żeby pobiegać po parku.

Niestety, biegi Misia odwlekły się nieco w czasie, bowiem na drugi dzień Znajoma musiała pojechać samochodem pobiegać ze mną po sklepach.

Kumpel zaś musiał pobiec do mechanika, gdy tylko jego żona wróciła z biegania po parku.

 

Wpływ bioder na piersi

–  Nie, te sukienki też mi nie pasują! Ta ma brzydki nadruk, ta jest niewygodna, ta ma dziwny fason, ta jest z gryzącej tkaniny, ta mi krępuje ruchy, ta ma za duży dekolt, a ta za mały, ta jest za krótka, a ta za długa, ta ma nie taki kolor, a …

– Czy pani przywiązuje AŻ TAKĄ wagę do stroju? – przerwała nieśmiało zamęczona fochami Znajomej ekspedientka.

– Nie, raczej strój do wagi – odpowiedziała ponuro Moja Znajoma odrzucając, bodajże dwudziestą sukienkę.

– To może pani przymierzy po prostu większy rozmiar? – zaproponowała przyjaźnie sprzedawczyni.

– Większy rozmiar? Pani mi sugeruję, że jestem GRUBA? – naindyczyła się Moja Znajoma.

Znajoma uparła się, że tego lata będzie nosić rozmiar 36, no ewentualnie 34. Trenowała po swojemu coś na kształt jogi w celu odnalezienia motywacji. Zaangażowała także Swojego Męża, który Ją miał dzielnie wspierać w czasie treningów. Całymi dniami medytowała i wykonywała asany. Ulubioną asaną okazało się stanie na głowie. Znajoma cały czas kontemplowała swe życie. Odwracała uwagę od jedzenia stojąc  na głowie.  Zwłaszcza w porach posiłków. Niestety przerwała treningi, gdy pewnego dnia Jej Mąż, kolejny raz, zamiast obiadu, miał razem z Nią stać na głowie ucząc się trudnej sztuki koncentracji. Mąż Znajomej tego dnia nie mógł się skoncentrować, rozpraszał też Znajomą. Według Znajomej „za głośno burczało mu w brzuchu”.  Mąż się wściekł, stanął twardo na nogach i oznajmił Znajomej, że „sadło z tyłka chyba spływa jej do mózgu”. Znajoma również stanęła na nogi i stwierdziła ze smutkiem:

– No, a miało spłynąć do biustu.

Teraz  zastosowała już pewną i  skuteczną, według niej, metodę na szybkie schudnięcie. Kupuje za małe i za ciasne ubrania i  wiesza je w domu, w widocznym miejscu. SIEDZI i napawa się ich widokiem. Taki rodzaj mobilizacji.

Efekty? Jak tylko rano otworzy oczy, widzi seksowną spódniczkę. Wyskakuje radośnie z łóżka i wskakuje w spódniczkę. Uśmiech promienieje na jej twarzy do momentu próby przeciśnięcia spódniczki przez biodra. Z mniejszym entuzjazmem próbuje założyć spódniczkę przez głowę. Tu humor się pogarsza, bo spódniczka z łatwością prześlizguje się przez klatkę piersiową. Rozmiar się zmniejszył, ale stanika.

 

Słaba silna wola

Znajoma w ramach odchudzania postanowiła zrezygnować z jazdy samochodem na korzyść spacerów i komunikacji miejskiej. Wszędzie chodzi, a jeżeli już musi gdzieś dojechać, to jedzie autobusem i wysiada cztery przystanki za wcześnie, żeby resztę trasy pokonać spacerkiem. Z samochodu korzysta sporadycznie. Z zadowoleniem zauważyła już poprawę w swoim wyglądzie. Pewnego dnia przychodzi do domu i radośnie informuje Męża:

– Wiesz co, kochanie, w autobusie ustąpiło mi miejsce trzech mężczyzn!
A Mąż na to:
– I co, zmieściłaś się?

Znajoma zaparła się w swoim postanowieniu i z determinacją rozpoczęła drastyczną dietę. Intensywnie ćwiczy. Zmieniła nawet trasę jazdy do pracy, tak, aby omijać szerokim łukiem swoją ulubioną cukiernię. Poinformowała o tych zmianach Wszystkich Znajomych i poprosiła o wsparcie z ich strony. Jednakże pewnego dnia, Współpracownicy zauważyli, że przyszła do biura uśmiechnięta taszcząc w jednej ręce ogromną torbą pełną ciasteczek, babeczek i  rogaliczków a w drugiej dźwigała wielki tort! Zaatakowana przez Wspomagających Znajomych od razu się wytłumaczyła:

– O nie, nie kochani! Nic z tych rzeczy! To wyjątkowe wypieki! Ze względu na zamkniętą ulicę musiałam przejechać obok mojej ulubionej cukierni. Gdy spojrzałam na wystawę, zobaczyłam te cudeńka!. Pomyślałam więc sobie „Boże, jeśli twoją wolą jest, bym skosztowała tego rarytasu, spraw, bym znalazła miejsce do zaparkowania tuż przed cukiernią”. Nie uwierzycie – znalazłam to miejsce już za ósmym okrążeniem!

 

Grill u Znajomych 

Moja Znajoma zaprosiła nas na grilla. Miało być majowo, domowo, tłusto i niezdrowo czyli cudownie.

Panowie popijali przeróżne napoje kufelkowe, a Panie sączyły colę light, która nie miała nawet pół kalorii, sądząc z ilości wody, którą do niej dolano.

Przy grillu stał Mąż Znajomej i dopieszczał nad paleniskiem bladziutkie polędwiczki, które w niedługiej przyszłości miały stać się złociste i chrupiące. Mąż Znajomej od dawna nosił  dumne miano „Mistrz grilla” i tego dnia postanowił udowodnić licznie zaproszonym gościom, że na to miano w pełni zasługuje.

Znajoma oczywiście dzielnie Mężowi pomagała, asystowała przy każdej potrawie obdarowując cennymi poradami.

– Kochanie – rozlegał się co chwilę słodki głoś Znajomej – przerzuć te mięska na drugą stronę, bo spalisz, jak ostatnio. Kochanie, podrzuć węgielków, bo ci znowu zgaśnie. Kochanie, oj, nie polałeś mięsek oliwą i ci znowu zeschną. Serdelku, tyle razy ci mówiłam, żebyś posypywał ziołową przyprawą do grilla a nie jakąśtambylejaką. No, Kochanie, nie rób takiej miny! Pamiętasz, jak  było ostatnio? Nie posoliłeś i wszystko smakowało jak papier. Nie patrz tak na mnie, tylko idź już i przerzuć te mięska, bo się nierównomiernie zarumienią.

Kochanie z miłym uśmiechem ruszyło przerzucać mięska.

– Uważaj Serdelku – wdzięczyła się Znajoma do Męża – nie trzymaj tego mięska tak wysoko, bo ci wszystko spadnie na piasek, jak wtedy, gdy byli Moi Rodzice.

Serdelek wykrzywił usta w uśmiechu i posłusznie położył mięska na grillowej kratce.

– Serduszko – to znowu Znajoma do Męża – przynieś Kochany kiełbaski, tylko je dokładnie ponacinaj. Woda utleniona i plastry opatrunkowe są w łazience za lustrem.  A i jeszcze po drodze weź szklanki do soków, są na górnej półce w kuchni.

Serduszko udało się do domu. Za moment usłyszeliśmy przeraźliwy huk i kilka słów, których tu nie będę cytować ze względu na ewentualnych czytelników niepełnoletnich.

– Kochanie – pogodnie zawołała Znajoma w stronę domu – w takim razie weź kubeczki plastikowe! No i zamów pizzę – dodała spoglądając w kierunku grilla.

 

Optymistka

– Jestem na 90- dniowej diecie! – pochwaliła się z dumą Moja Znajoma.

– I jakie efekty? – zainteresowałam się .

– Jak dotąd straciłam 45 dni. 

No właśnie. Najtrudniej jest się zmobilizować i wytrwać w postanowieniu. Nie pomogą żadne cudowne diety, jeśli nie zmienimy nawyków żywieniowych. Wie o tym Moja Znajoma.

– Słuchaj, ja mam chyba słabą silną wolę – poinformowała mnie demonstrując fałdy na brzuchu. Nawet taka zwykła, delikatna czekolada okazała się silniejsza ode mnie.

Moja Znajoma przeszła na dietę czekoladową. Dieta ponoć jest rewelacyjna, zwłaszcza dla tych, co nie mogą bez czekolady żyć. Znajoma szykowała sobie, według zaleceń diety, posiłki z góry na dwa dni. Niestety zjadała porcję przeznaczoną na następny dzień już wieczorem tego samego dnia. „Żeby się nie zmarnowało” tłumaczyła się.

– No i co ja mam teraz zrobić? – płakała – Nawet nie wiesz, jak mi ciężko. Chyba zażądam odszkodowania! Może to była dieta dla tych, co chcą przytyć, a nikt mnie o tym nie poinformował!? Mój lekarz powiedział, że widzi dla mnie tylko jedno rozwiązanie. Zaproponował mi naklejenie plastrów odchudzających. Jego zdaniem moje usta są jedynym skutecznym miejscem aplikacji! Jestem zrozpaczona. Nie to co Lusia. A widziałaś ostatnio Luśkę? – zmieniła nagle temat Znajoma – Ta to się roztyła i niczym się nie przejmuje! Pytam się jej czy przypadkiem nie ma problemów z nadwagą? A ona się uśmiecha i mówi:

– Nie. Nie mam problemów z nadwagą. Mam jedynie problem z zapięciem spodni.

Optymistka!